expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 5 września 2009

Slimaki lubia deszcz



Upieklam wczoraj buleczki. Takie pulchne i slodkie slimaki. Pomyslalam, ze beda idealne do popoludniowej kawy albo raczej herbaty, bo ja kawy nie pijam po poludniu.
Ciesze sie bardzo z tych buleczek, bo upieklam je w ramach Weekendowej piekarni :) To juz 41 edycja, a ja wzielam w niej udzial zaledwie drugi raz. Marzyl mi sie chleb, ale ja chyba jeszcze nie dojrzalam do tego by zmierzyc sie z zakwasem. Wszystko jeszcze przede mna.

Po buleczkach dzis juz sladu nie ma. Nie dziwi mnie to wcale, bo byly bardzo smaczne.
W taki pochmurny dzien jak miniony piatek smakowaly wybornie. Od rana deszcz lal sie z nieba strumieniami. Viki zadowolona, bo do przedszkola poszla w kaloszach. Ja juz mniej, bo mialam nadzieje, na piekny, sloneczny dzien, a slonce jakos nie mialo sily przebic sie przez ta gruba warstwe chmur.
W takie deszczowe dni slimaki ochoczo wypelzaja z kryjowek i zawsze gdy idziemy z Viki na spacer to wypatrujemy ich na chodniku. Nigdy nie dajemy im sera na pierogi, bo u nas twarog to rarytas. Ale one i tak chetnie pokazuja nam swoje rogi.
Gdy zabieralam sie za pieczenie moich slimakow zastanawialam sie czy beda sliczne z rogami czy moze jakies zakalce zamknete w skorupkach. Wyszly takie:



Buleczki Chelsea
cytuje za Ania z "Mojej malej kuchnii"

skladniki:
nadzienie:
50 gr miękkiego brązowego cukru
50 gr zwykłego cukru
50 gr masła miękkiego
skórka otarta z 1/4 cytryny
1/4 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej lub cynamonu
100 gr małych, ciemnych rodzynek

ciasto:
150 gr mąki pszennej zwykłej
300 gr mąki pszennej chlebowej
1 łyżeczka drobnej soli morskiej
75 gr mleka (temperatura pokojowa)
75 gr wody (temperatura pokojowa)
2 średnie jajka
50 gr "golden syrup" lub po prostu jasnego miodu
2 łyżeczki świeżych drożdży, rozdrobnionych

+ masło do foremki oraz drobny cukier do posypania

syrop:
150 gr cukru
100 gr wody
Syrop zagotować, gotować 2 minuty i zostawić do wystygnięcia.



wykonanie:
Mieszamy składniki nadzienia (bez odzynek) aż do uzyskania miękkiej masy. Zostawiamy ją w temperaturze pokojowej na czas wyrabiania ciasta.

W dużej misce mieszamy mąki i sól. W drugim naczyniu mieszamy mleko, wodę, jajka, golden syrup (miód) i świeże drożdże. Wlewamy płyn do naczynia z mąką i wyrabiamy do uzyskania miękkiego, lepkiego ciasta. Przykrywamy i odstawiamy na 10 minut.
Smarujemy oliwą stolnicę czy inną powierzchnię na której będziemy wyrabiać ciasto, wykładamy nasze ciasto i wyrabiamy 10 sekund. Kształtujemy gładką kulę. Myjemy i wycieramy naszą miskę z ciasta, smarujemy ją oliwą i przekładamy ciasto do miski na kolejne 10 minut. Jeszcze raz wyrabiamy ciasto na natłuszczonej powierzchni i ukształtowawszy kulkę wkładamy do miski, przykrywamy i odstawiamy na 1 godzinę w ciepłe miejsce (21 - 25 C)

Dan Lepard teraz radzi wyłożyć spód kwadratowej foremki o bokach 30 cm papierem do pieczenia i wysmarować i papier i boki foremki roztopionym masłem. Nasze bułeczki będą miały wtedy charakterystyczny lekko kwadratowy kształt.

Naszą stolnicę lekko posypujemy tym razem mąką i rozwałkowujemy ciasto by uzyskać kwadrat o boku około 35 cm. Naszą masę na nadzienie kruszymy na całej powierzchni ciasta i posypujemy currants (rodzynkami). Następnie zwijamy ciasno od jednego końca jak roladę. Kroimy naszą "roladę" na 9 równych części i układamy te plasterki w foremce (3 rzędy po 3), lub po prostu obok siebie na blasze. Otrzymamy w ten sposób nadziewane ślimaczki. Przykrywamy je ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę.

Nagrzewamy piekarnik do 180 C. Odkrywamy nasze bułeczki, posypujemy po wierzchu drobnym cukrem. Pieczemy na środkowej półce 25 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 170 C i pieczemy dalsze 15-20 minut aż bułeczki nabiorą pięknego jasno brązowego koloru. W między czasie przygotowujemy syrop. Bułeczki po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na kratce na 10 minut. Smarujemy je po wierzchu syropem i podajemy jeszcze ciepłe!

Uwagi: Ja zmniejszylam proporcje skladnikow na syrop 100g cukru i 50g wody. Uwazam, ze buleczki same w sobie maja juz duzo cukru wiec mnej syropu wcale im nie zaszkodzi.
Poza tym gdybym robila je drugi raz pokroilabym rolade na wiecej czesci by w ten sposob buleczki byly mniejsze.

Smacznego!

czwartek, 3 września 2009

Male slodkosci na wszelkie smutki



Gdy tylko wrocilam do domu nie moge sobie nigdzie znalezc miejsca. Blakam sie po mieszkaniu, jest tak cicho i pusto. Co jakas czas lezka kreci sie w oku, zastanawiam sie jak radzi sobie moje dziecko? A Ona pewnie swietnie sie bawi.
Gdy rano odprowadzalam Viki do przedszkola pierwszy raz po dwumiesiecznej przerwie, Ona miala swietny humor i chyba juz sie nie mogla doczekac spotkania z innymi dziecmi.
Myslalam, ze nie bedzie chciala wejsc do sali, ze bedzie trzymac sie mojej spodnicy. A tym czasem Viki czula sie ja ryba w wodzie, po chwili nawet powiedziala mi zebym juz sobie poszla do domu.
Z dnia na dzien nasze dzieci staja sie takie samodzielne, nagle dorosna... ech zycie...

Nie ukrywam, ze jest mi troche smutno. Powinnam sie cieszyc, ze powrot do przedszkola byl taki bezproblemowy, bez placzu, dlugiego pozegnania i tesknoty, ale jakos nie umiem.
W takiej chwili mysle sobie, ze na wszelkie smutki i te duze i te male najlepsze bedzie cos slodkiego, cos po czym dobry humor zawsze wraca.



Tiramisu z nektarynka

skladniki:
250g serka mascarpone
200ml smietanki kremowki
50g cukru pudru
2 lyzeczki kawy instatnt
50ml Amaretto
1 nektarynka
okolo 300g biszkoptow
gorzkie kakao do posypania

wykonanie:
Nektarynke lub brzoskwnie sparzamy goraca woda i sciagamy skorke, kroimy na kawalki.
Kawe zalewamy 100ml wrzatku i odstawiamy do wystudzenia. Nastepnie dolewamy Amaretto.
Mascarpone ucieramy z cukrem pudrem. Kremowke ubijamy na sztywno i laczymy z serkiem.
Biszkopty maczamy w kawie i ukladamy na spod szklaneczek. Nastepnie przykrywamy je warstwa kremu, na ktorym ukladamy pokrojone owoce. Czynnosc powtarzamy do wyczerpania wszystkich skladnikow.
Ostatnia warstwe powiniem stanowic krem, ktory posypujemy gorzkim kakao.
Przed podaniem deser chlodzimy w lodowce.
Smacznego!

Uwagi: Skladnikow wystarczylo mi na 4 szklaneczki.
Mysle, ze rowniez gruszki by tu fajnie smakowaly, bo to ze maliny czy truskawki pasuja to raczej oczywiste :)



piątek, 28 sierpnia 2009

Zielone wspomnienia - bob



Spogladam za okno i widze szare chmury, takie z ktorych pewnie zaraz spadnie deszcz. Pogoda na dzis nie jest juz taka optymistyczna jak kilka dni temu. To znak, ze nadchodzi jesien. Powoli konczy sie czas letnich warzyw.
Ucieszylam sie wiec ogromnie gdy robiac wczoraj zakupy wypatrzylam bob. Byl taki sam jak ten z babcinego ogrodu, nieluskany, w duzych, zielonych lupinkach :)
Tegoroczny sezon na ten smakolyk spedzilam w Polsce, dlatego tym bardziej ucieszylam sie, ze w koncu zrobie z bobu cos innego niz to zwykle jada sie w moim rodzinnym domu.
Bob znam juz od dziecka. Moja Babcia miala go w swoim ogrodzie. Przez furtke zrobiona z desek wychodzilo sie z podworka na pole. Tam rozciagal sie cudowny widok. Zaraz za domem rosly warzywa: kapusta, salata, pomidory, marchew, bob i wszystko to co w takim ogrodzie warzywnym byc powinno. Dalej bylo wielkie pole ziemniakow i zboze. Uwielbialam chowac sie w tym zbozu, potem Dziadek w czasie zniw krecil nosem, ze ktos porobil sobie tam schowki :D Idac kilka krokow dalej, przez kolejna furtke, wchodzilo sie do ogrodu kwiatowego.
Ale ja nie o kwiatkach mialam pisac tylko o bobie.
Zawsze z niecierpliwoscia czekalam na chwile gdy mozna bylo go juz zerwac. Grube, zielone straki ladowaly w koszu z wikliny, potem siadalismy na lawce cala gromadka i luskalismy go z lupinek. Lubilam ten dzwiek przelamywanych na pol strakow. Potem Babcia gotowala nam bob, a my zajadalismy go jak najlepsze w swiecie cukierki.
Tak samo przygotowawalo sie go w moim rodzinnym domu. Dopiero wiele lat pozniej odkrylam, ze z bobu mozna zrobic wiele ciekawych potraw. Dzis jest to salatka, na ktora wszystkich zapraszam :)



Salatka z bobem

skladniki:
300g bobu
4 plasterki wedzonego boczku
4 male ziemniaki
2 garscie salaty karbowanej
sok z cytryny
oliwa z oliwek extra vergin
sol, pieprz
koperek

wykonanie:
Bob gotujemy w osolonej wodzie i gdy juz bedzie gotowy przelewamy zimna woda, obieramy ze skorki.
Ziemniaki obieramy i tez gotujemy w osolonej wodzie al dente. Po ugotowaniu kroimy w dosc spora kostke. Dokladamy do bobu.
Na suchej patelnii wytapiamy boczek, kruszymy go i dodajemy do salatki.
Na koniec dodajemy okolo 2 duze garscie podartej na kawaleczki salaty i posiekany koperek.
Calosc doprawiamy sola i pieprzem oraz polewamy sokiem z polowy cytryny i oliwa. Mieszamy i zajadamy.

Smacznego!


środa, 26 sierpnia 2009

Sloneczny krem



Zupy-kremy pokochalam miloscia bezgraniczna gdy zaczelam sama gotowac dla mojej Coreczki. Na poczatku o wiele latwiej mi bylo otworzyc zakupiony w sklepie sloiczek, co tez czynilam dosc czesto. Gotowanie osobnych obiadkow dla tak absorbujacego dziecka wykraczalo poza moje sily. Jednak z czasem, gdy moja Latorosl "dorastala" i potrafila zajac sie sama soba, ja zamienilam sklepowe sloiczki na pyszne zupy domowej roboty. Przy okazji pokochalam tez moj nezawodny blender, bez ktorego nie wyobrazam sobie funkcjonowania w kuchni. Przy jego pomocy i z odrobina wyobrazni co jakis czas wyczarowuje smaczne cudo. Dzis byl to pachnacy krem z kalafiora, lekko pikantny, gesty, w kolorze slonca.



Krem z kalafiora

skladniki
pol kalafiora
2 marchewki
1 cebula
2 ziemniaki
2 zabki czosnku
kawalek swiezego imbiru
750ml bulionu drobiowego
odrobina masla do smazenia
curry
galka muszkatalowa
pieprz
koperek
smietana

wykonanie:
Na masle podsmazamy posiekana cebule, czosnek i imbir. Nastepnie dokladamy pokrojona w plasteki marchewke i ziemniaki pokrojone w kostke. Podsmazamy okolo 5 minut.
Kalafiora dzielimy na rozyczki, myjemy i dokladamy do reszty warzyw. Calosc zalewamy bulionem. Gotujemy do chwili gdy warzywa sa miekkie.
Odkladamy kilka rozyczek kalafiora, a reszte miksujemy blenderem.
Zupe doprawiamy curry, galka muszkatalowa i pieprzem. Dolewamy odrobine smietamy.
Nalewamy do talerzy, na wierzchu ukladmy odlozonego wczesniej kalafiora i posypujemy swiezym koperkiem.
Smacznego!


poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Slodycz i sol zakleta w tarcie



Jestem..., wrocilam po dlugiej nieobecnosci. 6 tygodni zlecialo mi jednak bardzo szybko. Przez ten czas urlopowalam sie z dala od problemow i od kuchni. Przyznam jednak, ze juz pod koniec brakowalo mi moich garnkow, sprzetow i mojego gotowania, wszak gotowanie to dla mnie chwila relaksu. Zatesknilam tez za internetem i moimi ulubionymi blogami, do ktorych przez ten caly czas nie mialam dostepu.
Nie mowie, ze urlopowanie sie nie bylo relaksujace, bo bylo, szczegolnie szum fal lub wyprawy na "koniec swiata". Dawno juz nie bylam w tak dzikich i urokliwych miejscach.
A wracajac do kuchni to dzis prezentuje przepis na pyszna tarte, ktora zrobilam jeszcze przed wakacjami, ale czas nie pozwolil mi na jej publikacje. Dlatego z wielka radoscia czynie to dzis.
Tarta jest doskonalym polaczeniem slonej fety i slodkich pomidorkow koktajlowych. Przyznam, ze bylam nia mile zaskoczona. Mam nadzieje, ze Wam rowniez zasmakuje.



Tarta z pomidorami i feta

skladniki:
ciasto
250 g maki pszennej
100g masla
plaska lyzeczka proszku do pieczenia
sol
4-5 lyzek wody

nadzienie:
400g pomidorkow koktajlowych
300g sera feta
3 jajka
swieza bazylia
pieprz czarny, swiezo mielony

wykonanie:
Make wymieszac z proskizm do pieczenia i 0,5 lyzeczki soli. Do maki dodajmey platki masla oraz wode i zagniatamy jednolite casto.
Nastepnie walkujemy je i wykladamy forme do tart (26-28 cm) nasmarowana tluszczem. Odstawiamy na 30 minut do lodowki.
Po tym czasie na ciescie ukladamy pomidorki przekrojone na pol, przecieta strona ku gorze.
Ser feta kruszymy na kawalki i mieszamy go z jajkami oraz pieprzem. Gotowa mase wylewamy na pomidorki.
Tarte pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez okolo 50 minut.
Przed podaniem tarte posypujemy swiezo zmielonym pieprzem i listkami bazylii.
Smacznego!



Przepis zamieszczam w ramach zabawy "Pomidorowy sezon 2009"


piątek, 10 lipca 2009

Blogowe wakacje :)

Kochani wlasnie pakuje ostatnie drobiazgi, sprawdzam bagaz i ruszam w droge. W ten oto sposob rozpoczynam swoje wakacje, ktore jak zwykle u mnie beda trwaly dosc dlugo.
Mam nadzieje wykorzystac ten czas maksymalnie, by jak tylko wroce, pod koniec sierpnia, znow zabrac sie za gotowanie. Tymczasem zamykam moja kuchnie, a gotowac bede tylko okazjonalnie ;)
Zycze wszystkim pieknego i udanego lata.
Karola

środa, 8 lipca 2009

Czeresniowy zawrot glowy

Przed tygodniem pisalam o tym jak zostalam szczesliwa posiadaczka paru ladnych kilogramow czeresni.
Owoce byly cudne, cienme, duze i soczyste.
Pierwszego dnia zajadalismy sie nimi cala rodzina, ale mimo naszych wysilkow czeresni nie ubywalo. Coz robic? Zjesc tego wszystkiego nie dalibysmy rady. Nasze moce przerobowe okazaly sie zbyt slabe przy tak zacnej ilosci owocow.
Pomyslalam wiec, ze fajnie bedzie zima moc rozkoszowac sie smakami lata zamknietymi w sloiczkach. Po telefonicznej konsultacji z moja Mama przystapilam do dziela i zgodnie z babcina receptura przyrzadzilam smakowity, bardzo czeresniowy dzem.





Dzem czeresniowy
skladniki:
  • 1 kg czeresni bez pestek
  • 250g cukru
  • sok z 1 cytryny

wykonanie:
Wydrylowane czeresnie zasypujemy cukrem i pozostawiamy na okolo 1 godzine by puscily sok. Moja Mama radzila zostawic je na cala noc by bylo wiecej soku, ale ja uznalam, ze godzinka wystarczy w zupelnosci.
Nastepnie czeresnie wraz ze sokiem stawiamy na kuchence i gotujemy do chwili az caly cukier sie rozpusci i dzem nabierze odpowiedniej konsystencji. Mieszamy dosc czesto by sie nie przypalil, przy tym probujemy jak smakuje i uwazamy zeby wszystkiego nie wyjesc.*
By nadac dzemowi odpowiedniego smaku, czyli zeby zlamac nadmierna slodycz, dodalam sok z jednej cytryny. Dzieki temu tez czeresnie w trakcie gotowania nie zmienily koloru.
Gdy nasz dzem bedzie juz gotowy, jeszcze goracy, przekladamy do wczesniej wyparzonych sloiczkow, zakrecamy i odwracamy do gory dnem. Gdy sloiki wystygna odkladamy do spizarni.

* Probowanie nie jest obowiazkowe, ale zapewniam, ze jest bardzo wciagajace i smakowite.


Przepis zapisuje do akcji Spizarnia zaproponowanej przez Pele

wtorek, 7 lipca 2009

Uroki lata


Smaki i aromaty lata uwodza nas na kazdym niemal kroku. Warzywa sa swieze i chrupiace, owoce takie soczyste i pachnace. Czasami mysle, ze nic wiecej do szczescia mi nie trzeba. Lubie rozkoszowac sie wszystkimi darami lata.

I choc przed chwila przez moje miasteczko przeszla potezna ulewa i zrobilo sie chlodniej, to jeszcze niedawno pogoda zachecala do wyjscia z domu. Wlasnie dlatego wykorzystuje kazda okazje by moc cieszyc sie tym co lato ma najlepszego.

Mimo upalu upieklam ciasto. Ciasto pelne owocow, delikatne, lekko slodkie. Nie lubie przeslodzoinych ciast. Jeszcze cieple spakowalam do koszyka.
Pojechalismy na piknik. Uwielbiam piknikowac!


Jest takie miejsce wsrod pol, gdzie lubimy odpoczywac. Kawalek trawy, stolik piknikowy, wiatrak. A dookola pola. Z jednej strony zboze, z drugiej kukurydza. Jeszcze z innej ziemniaki i laka, na ktorej pasa sie konie.
Moje ciasto smakuje wspaniale w takim plenerze.
Uwielbiam lato!



Ciasto z malinami i polewa mascarpone

skladniki
ciasto ucierane:
200g miekkiego masla
250g cukru (dalam mniej)
1 cukier waniliowy
4 jajka
250g maki
1 lyzeczka proszku do pieczenia

masa serowa
100g serka mascarpone
100g gestej smietany
1 zoltko
2 lyzki maki ziemniaczanej
3 lyzki cukru
125g zmielonych orzechow laskowych
okolo 800g malin (dalam mrozone)

wykonanie:
Maslo ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym do chwili az powstanie kremowa masa. Dodajemy kolejno jajka i nadal ucieramy ciasto. Na koncu dodajemy make wraz z proszkiem do pieczenia. Dokladnie mieszamy.
Ciasto przekladamy na natluszczona blache i podpiekamy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C
W tym czasie robimy mase serowa. Miksujemy serek mascarpone ze smietana, cukrem, zoltkiem i maka.
Podpieczone ciasto wyciagamy z piekarnika i posypujemy mielonymi orzechami laskowymi oraz smarujemy masa serowa. Na koncu ukladamy osuszone maliny.
Placek ponownie wkladamy do piekarnika na okolo 40 minut.
Po wystudzeniu upieczonego ciasta mozemy je posypac cukrem pudrem.

zrodlo "Pieprz i sol" sierpien 2006



niedziela, 5 lipca 2009

Placuszki dobre na lato


Sloneczne dni na dobre zagoscily we Francji, a ja nie moge wyjsc z zachwytu.
Przez ostatnie trzy lata ta pora roku bardziej przypominala jesien, a tym razem jest tak jak byc powinno.
Z racji panujacyh upalow gotuje mniej, (mam za to wiecej zaleglosci na blogu i przepisy wklejam z opoznieniem) nie znaczy to, ze nic nie jadamy. Jadamy jak najbardziej, ja poza tym nie wyobrazam sobie nic nie jesc ;)
Jednak moje gotowanie inne jest niz jesienia czy zima. Korzystam ze wszytkich darow natury, jadamy duzo warzyw i naprawde stanie przy kuchence ograniczam do minimum.
W tym przypadku jednak pokusilam sie o to by spedzic przy patelni dluzsza chwile, ale mysle, ze efekt koncowy byl tego wart. Moje cukiniowe placuszki w nowej odslonie okazaly sie lepsze od poprzednich. I przyznam, ze nastepnym razem chyba zrobie je z podwojnej porcji, bo wszyscy prosili o dokladke.



Placuszki cukiniowo-ziemniaczane

skladniki:
2 cukinie
2 duze ziemniaki
okolo 1 szklanki maki
1 duza cebula
2 jajka
1/4 lyzeczki ostrej papryki mielonej
1 lyzka tymianku
peczek pietruszki (ja zapomnialam dodac)
2 zabki czosnku
1 lyzka musztardy
sol, pieprz

wykonanie:
Ziemniaki obieramy i scieramy na tarce o srednich oczkach, odciskamy z nich wode.
Cukinie dokladnie mysjemy, osuszamy i scieramy na duzych oczkach. Solimy i odstawiamy na chwile by puscila sok, a nastepnie odsaczamy.
Cukinie laczymy z ziemniakami, dodajemy bardzo drobno posiekana cebule i czosnek oraz pozostale skladniki. Doprawiamy sola i pieprzem. Wszystko dokladnie mieszamy, a gdy masa jest za luzna dodajemy make.
Lyzka nakladamy na patelnie male placuszki, ktore smazymy na dobrze rozgrzanym oleju z obu stron.
Jako dodatek do placuszkow polecam kwasna smietane lub sos pomidorowy. Ja wykorzystalam ten przepis, dalam jedynie mniej czosnku.
Smacznego!

piątek, 3 lipca 2009

Wielki len i czeresnie



Jak mi sie nic nie chce. Moj totalny len trwa juz kilka dni.
Mysle, ze spowodowany jest panujacym za oknem upalem. Nie, nie, nie, ja nie marudze, ciesze sie bardzo, ze w koncu doczekalismy sie lata. Jest cudownie cieplo, juz od dobrego tygodnia nie padalo ani razu. To wszystko cieszy mnie niesamowicie.
Jednak nic mi sie nie chce. Najchetniej to polozylabym sie gdzies w cieniu i delektowala latem. Mam wielka ochote na nic nierobienie.
Ale tak pieknie to byc nie moze. Zamiast poleniuchowac ja walcze z nadmiarem czeresni, ktorymi uraczyli nas znajomi. Zjedzenie tego wszytskiego tak na swiezo pewnie skonczyloby sie wielkim bolem brzucha, wiec wymyslam co mozna z nich zrobic.
Ta wytezona prace rekompensuje sobie delektujac sie ich smakiem, a tym samym smakuje lato.




Clafoutis z czeresniami

skladniki na 6 porcji
3 lyzki maki ziemniaczanej
3 lyzki maki pszennej
0,5 szklanki mleka
0,5 szklanki smietany
4 jajka
0,5 szklanki brazowego cukru
1 kieliszek amaretto
migdaly w platkach
okolo 700g czeresni wydrylowanych

wykonanie:
Wydrylowane czeresnie zalewamy amaretto i odstawiamy na czas robienia ciasta.
Zoltka ubijamy w cukrem, dolewamy mleko, smietane oraz dosypujemy make. Wszystko miksujemy.
Bialka ubijamy osobno na sztywna piane i dodajemy do masy jajecznej.
Foremki smarujemy maslem, wysypujemy bulka tarta. Na dno kazdej foremki ukladamy odsaczone czeresnie. Pozostale amaretto z czeresni wlawamy do ciasta i mieszamy. Ciastem zalewamy przygotowane owoce. Wierzch ciasta posypujemy platkami migdalowymi.
Zapiekamy w nagrzanym do 170°C piekarniku przez okolo 30 minut.
Clafoutis najlepiej smakuje gdy jest jeszcze cieple.
Smacznego!

zrodlo "Kuchnia francusko-polska i polsko-francuska dla poczatkujacych" Alina Stradecka

Ten przepis na deser z kuchni francuskiej bierze udzial w zabawie "Z widelcem po Europie"