expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 28 sierpnia 2010

To jeszcze nie koniec...



... i nie mysle tu wcale o lecie, choc ostatnie dni sa iscie jesienne.
Ja zas pisze o cukini, ktora wyjatkowo pieknie obrodzila w tym roku w naszym ogrodzie. Tego lata to ona jest niekwestionowana krolowa mojej kuchni i cos czuje, ze jeszcze dlugo tak pozostanie. Na dzialce ciagle jeszcze pelno jest malutkich cukini, ktore stopniowo beda rosnac i dojrzewac.



Przyznam, ze pierwszy raz spotkalam sie z takim urodzajem. To sprawia, ze ciagle poszukuje nowych inspiracji na smaczne dania z cukinia w roli glownej. Niestety brak czasu sprawil, ze wiele z nich nie pojawilo sie na blogu.
Pojawi sie za to teraz pyszna przekaska lub jak ktos woli danie z makaronu i cukinii.
Wlasciwie przepis na cukiniowy farsz zamiescilam juz przy okazji wytrawnego crumble, ktore tym razem wykorzystalam w zupelnie inny sposob.



Muszle z nadzieniem cukiniowo-smietankowym

skladniki:
makaron muszle okolo 20 sztuk
farsz cukiniowy

wykonanie:
Makaron gotujemy al dente.
W miedzy czasie przygotowujemy farsz z cukini i serka. Po odcedzeniu makaronu napelniamy muszle farszem.
Muszle najlepiej smakuja na cieplo, ale mozna podac je rowniez na zimno.
Smacznego!

niedziela, 22 sierpnia 2010

Ciasto pelne aromatu


Ostatnio poczulam, ze lato dobiega konca. Ten fakt przyjmuje z wielkim smutkiem. Dni sa krotsze, noce chlodniejsze. Akurat ten ostatni fakt mnie cieszy, bo lubie spac w chlodzie, przy otwartm oknie. Martwie sie zas tym, ze i dni nie sa juz tak cieple jak jeszcze niedawno. Lato zdaje sie powoli odchodzic ustepujac miejsca jesieni. Lubie jesien, ale jeszcze nie teraz.
Wczorajszy dzien znow byl cieply. Pojachalismy za miasto by tam cieszyc sie przyjemnymi promieniami slonca, ktore ogrzewalo nasze twarze i ramiona.
Z radoscia ogladalam brzoskwinie dojrzewajace na drzewie. Jeszcze tylko troche i beda gotowe do zjedzenia.



Tymczasem zadowalam sie tymi ze straganu.
Dzis upieklam z nich eksperymentalne ciasto, bez maki, bez proszku do pieczenia. Za to pelne aromatu i mocno owocowe. Pyszne na zakonczenie lata.



Ciasto amaretti z brzoskwiniami

skladniki:
  • 1kg brzoskwin
  • 175g biszkoptow
  • 150g amaretti
  • 3 jajka
  • 100g cukru
  • 100g mielonych migdalow
  • maslo do smarowania
  • 1 lyzka soku z cytryny
  • 1/2 lyzeczki esensji waniliowej

wykonanie:
Brzoskwinie zaparzamy we wrzatku przez okolo 2 minuty, nastepnie przelewamy zimna woda i obieramy ze skorki. Wyciagamy pestke i jesli owoce sa miekkie to rozgniatamy je widelcem. Ja zmielilam moje blenderem. Do brzoskwin dodajemy sok z cytryny.
Biszkoty i amaretti kruszymy.
Oddzielamy zoltka od bialek. Zoltka ubijamy z 80g cukru. Dodajemy do nich zmielone brzoskwinie i pokruszone ciastka oraz wanilie.
Bialka ubijamy na piane i dodajemy do ciasta.
Tortownice smarujemy maslem i posypujemy dno i boki pozostalym cukrem oraz odrobina zmielonych migdalow. Wykladamy ciasto. Wierzch posypujemy zmielonymi migdalami.
Ciasto pieczemy przez 45 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C.
Po upieczeniu pozostawiamy do wystygniecia i jak ciasto bedzie juz chlodne sciagamy obrecz tortownicy.
Posypujemy je cukrem pudrem. Mozemy przybrac brzoskwiniami lub malinami.
Smacznego!

wtorek, 17 sierpnia 2010

Cukiniowy urodzaj i wytrawne crumble



W ostatnim czasie w mojej kuchni goszcza cukinie. Pierwszy raz to warzywo tak bardzo zdominowalo moje gotowanie, ze juz zabraklo mi przeppisow do wyprobowania. Wszystko za sprawa urodzaju na dzialce moich Rodzicow.
Gdy na wiosne Mama posiala cukinie cieszylam sie jak dziecko. Myslalam, ze w koncu bede miala jej pod dostatkiem i to z wlasnego ogrodu. Nie sadzilam wtedy, ze ten dostatek bedzie tak doslowny.
Za kazdym razem gdy zjawiamy sie na dzialce i sprawdzamy cukiniowe plony trudno nam uwierzyc, ze tyle tego jest. One niemal rosna w oczach. Ostatni okaz byl tak wielki, ze nie miescil sie do dosc sporej torby. Zapewne przeoczylismy ja poprzednim razem i stad takie jej rozmiary. Ja osobiscie lubie gdy cukinia nie jest zbyt duza, ale w tej sytuacji czy duza czy mala i tak laduje w mojej kuchni. Nasze cukiniowe plony dobrze tez poznaly wszystkie kolezanki Mamy, bo i One sa hojnie obdarowywane po kazdej naszej wizycie na dzialce.
Z racji tego urodzaju dzis musial pojawic sie przepis cukiniowy. Wypatrzylam go w mojej ulubionej francuskiej gazecie Maxi cuisine, z ktorej juz nie raz prezentowalam tu przepisy. Mam wiec nadzieje, ze i Wam przypadnie do gustu moja propozycja.



Crumble z cukini

skladniki:
700g cukini
150g serka kremowego naturalnego
1 cebula
2 szczypty kuminu
2 galazki miety
1 lyzka tymianku
sol, pieprz
80g maki pszennej razowej
100g masla
40g zmielonych orzechow laskowych
oliwa z oliwek

wykonanie:
Na oliwie z oliwek podsmazamy posiekana cebule. Gdy sie lekko zeszkli dodajemy pokrojona w talarki cukinie oraz tymianek i kumin. Wszysko dusimy okolo 10 minut. Nastepnie dodajemy posiekana miete i serek. Wszystko razem mieszamy i doprawiamy sola i pieprzem.
Wszystko przekladamy do naczynia do zapiekania.
Z maki, zmielonych orzechow i masla zagniatamy kruszonke. Mozemy ja doprawic delikatnie pieprzem.
Gotowa kruszonke rozsypujemy na cukini.
Calosc zapiekamy w piekarniku w temperaturze 200°C przez okolo 20 minut.
Smacznego.

Uwagi: Moim zdaniem kruszonki bylo zbyt wiele co mnie osobiscie denerwowalo. W oryginalnym przepisie bylo wiecej maki w kruszonce, ja zmniejszylam jej ilosc, ale i tak jak dla mnie kruszonki bylo za duzo i byla zapychajaca. Cala potrawa zas byla pyszna.
Zamiast zwyklego kremowego serka mozna uzyc serka koziego.

zrodlo: Maxi cuisine N°59 2010

wtorek, 10 sierpnia 2010

Kilka wspomnien i malinowy deser



Tegoroczne lato jest dla mnie inne niz zwykle. Lipiec przeminal w oka mgnieniu i byl bardzo pracowity. Swiadczy o tym sam fakt, ze na blogu prawie nic nie opublikowalam. W natloku codziennych obowiazkow jakos nie starczylo mi czasu na nowe przepisy. Na stole pojawialy sie rzeczy dobrze nam znane, latwe i szybkie w przygotowaniu.
Ostatnie dni lipca zas przeznaczylismy na wakacje, ktore staly pod haslem "sentymentalnej podrozy do Francji". Tym razem jako turysci powrocilismy w dobrze nam znane strony i chcelismy spojrzec na nie zupelnie innym okiem.



Odwiedzilismy miejsca, ktorych nam brakowalo, z ktorymi wiazaly sie szczegolne wspomnienia. Chcielismy sie nimi nacieszyc, szczegolnie tymi, ktore byly takie wyjatkowe, tylko nasze.



Obowiazkowo tez odbylismy sentymentalna wycieczke do Bruges, magicznego miasta, pelnego turystow, gdzie mimo zgielku odnalezlismy swoj wlasny szlak. Przemierzajac kamieniste uliczki wsluchiwalismy sie w stukot konskich kopyt i delekowalismy sie cudownym aromatem cukru waniliowego i czekolady, ktore unosily sie w powietrzu.



Obowiazkowo tez odwiedzilismy nasz ulubiony sklepik z czekolada, gdzie zostawilismy fortune ;) Ale czekoladzie tak trudno sie oprzec.



Po tych magicznych chwilach spedzonych we Francji przyszla pora zejsc na ziemie i wrocic do swych codziennych spraw juz tu na miejscu.
Nastal sierpien, ktory dla mnie mial byc leniwy i spokojny. Tymczasem nie jest tak do konca leniwie i spokojnie, dni znow uciekaja jak przez palce i z kazda chwila blizej jestesmy jesieni. Dzisiejsza poranna mgla byla zwiastunem konczacego sie nieublagalnie lata. Dzis tez odkrylam, ze nie zrealizowalam polowy przepisow, ktore chcialam wyprobowac tego lata. Dlatego tez szybko postanowilam nadrobic te zaleglosci i razem z Viki wybralysmy sie na targ by kupic swieze, pachnace maliny. Z nich jest nasz dziesiejszy deser, na ktory serdecznie zapraszam.



Deser z malin z biala czekolada i amaretti

skladniki:
200g malin
80g bialej czekolady
200g naturalnego serka homogenizowanego
okolo 10 sztuk ciasteczek amaretti
1 lyzka soku malinowego
1 lyzka cukru
40g orzechow laskowych
20g platkow migdalowych

wykonanie:.

Ciasteczka amaretti kruszymy i wysypujemy na dno szklanek.
Maliny posypujemy cukrem, delikatnie mieszamy i przekladamy do szklanek na ciasteczka.
W kapieli wodnej roztapiamy 50g czekolady. Dodajemy ja do serka razem z sokiem malinowym. Mieszamy i przekladamy na maliny.
Orzechy siekamy i razem z platkami migdalowymi prazymy przez chwilie na suchej patelni. Po przestygnieciu wykladamy je na serek.
Z reszty bialej czekolady za pomoca obieraczki do warzyw robimy wiorki, ktore wykladamy na wierzch deseru.
Deser odkladamy do lodowki do schlodzenia.
Smacznego!

Zrodlo: Maxi cuisine N°59 czerwiec/lipiec 2010

Uwagi: Pierwotny przepis podaje by deser zrobic w wysokich szklankach, ale jak dla mnie bylo to troche niewygodne. Ciezko bylo sie przebic przez orzechy i dotrzec na dno szklaneczek. Ja osobiscie nie lubie jesc takich deserow warstwami, lubie gdy na lyzeczce znajduje sie po trochu z kazdej warstwy. Nastepnym razem zrobie ten deser w nizszych szklaneczkach.
Poza tym ja podusilam lekko maliny widecem by puscily sok i dzieki temu amaretti byly wilgotne.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Makaron na lato



Upal na chwile zelzal. Poczulam wielka ulge. Choc chlodniej jest tylko na dworze, w domu nadal bardzo cieplo, wrecz goraco. Mury nagrzaly sie chyba do granic mozliwosci. Wykorzystam jednak ten nieznaczny spadek temperatury by wlaczyc piekarnik. Ale nie upieklam ciasta. Tym razem w piekarniku wyladowala blaszka z malymi i bardzo slodkimi pomidorkami koktajlowymi. Wlasnie dzis mialam na nie ochote. Po odpowiednim wysuszeniu dodalam je do makaronu z kremowym sosem z serka mascarpone.
Ten przepis wpadl mi w oko juz w ubieglym roku, ale jak widac do tej pory nie znalazlam ani czasu, ani okazji by sie nim podzelic. Czynie to wiec teraz i mam wielka nadzieje, ze i Wam zasmakuje tak samo jak mi i Osobistemu Mezowi :D



Penne z pomidorkami koktajlowymi i mascarpone

skladniki dla 4 osob:
350g pomidorkow koktajlowych
ok 400g makaronu penne
125g zielonego groszku - opcjonalnie (ja nie dodalam, ale w oryginalnym przepisie jest)
2 czubate lyzki mascarpone
2 lyzki oliwy z oliwek
1 lyzka posiekanej swiezej miety
1 lyzka posiekanej natki pietruszki
sol, pieprz

wykonanie:
Pomidorki myjemy, kroimy na pol i ukladamy na blaszke wylozona papierem do pieczenia. Posypujemy odrobina soli i pieprzu. Wkladamy do nagrzanego piekarnika i podpiekamy przez okolo 1 godzine w temperaturze 140°C.
Makaron gotujemy w osolonej wodzie al dente. Na kilka minut przed koncem gotowania do makaronu dodajemy zielony groszek. Gdy groszek zmieknie odlewamy wode.
Do makaronu z groszkiem dodajemy mascarpone. Gdy serek sie rozpusci dodajemy do garnka przygotowane wczesniej pomidorki, miete, pietruszke. Doprawiamy do smaku sola i pieprzem.
Podajemy zaraz po przygotowaniu.
Smacznego!

sobota, 10 lipca 2010

Ciasto, ktore nie powinno sie udac ;)



Jak ten czas szybko leci. Niedawno zaczely sie wakacje, mialam nadzieje, ze bedzie leniwie. Tym czasem kartki w kalendarzu przewracam szybciej niz w ciagu roku szkolnego, na nic nie mam czasu. Zaniedbuje blog. Ostatnio mniej gotuje, po trochu z powodu upalu, ale tez dlatego, ze juz nie siedze bezczynnie w domu. Wychodze rano, wracam po poludniu, czasem dosc pozno. Zaczynam zycie w biegu, ktorego tak naprawde nie lubie. Zawsze marzylam o "leniwym" zyciu na wsi, gdzie czas wolniej plynie, gdzie czlowiek nie goni za pieniadzem i kariera. Ale los zdecydwal inaczej, a ja zyje w duzym miescie. Podporzadkowalam sie wiec panujacym tu zwyczajom.
Dzis postanowilam zwolnic, udac sie do kuchni i tam upiec proste, ale pyszne ciasto. Z samego rana, nim zar zaczal lac sie z nieba wzielam moj kosz wilkinowy i poszlam na targ. Nakupowalam cala mase letnich przysmakow, a wsrod nich jagody i maliny.
Po powrocie do domu myslalam tylko o jedyn. Zaraz upieke wspaniale ciasto. Nie moglam sie go doczekac. Nastawilam minutnik gdy wstawialam tortownice do piekarnika i zabralam sie za inne prace domowe w rytmie ulubionej muzyki. I dobrze, ze muzyka grala, bo nagle wylaczyli prad, zrobilo sie cicho. Zamarlam z przerazenia, bo moje cudowne ciasto pieklo sie w piekarniku na prad wlasnie. Minelo dosc sporo czasu nim wszystko wrocilo do normy. Stracilam nadzieje, ze placek da sie jeszcze uratowac, ale dopieklam je tak jak nakazywal przepis.
Na szczescie ciasto jakos znioslo te wszystkie niedogodnosci i wraz ze sokiem malinowym smakowalo tak jak to sobie wyobrazalam. Tego mi wlasnie bylo trzeba.




Cisto z jagodami i malinami

skladniki:
  • 0,5 szklanki maki ziemniaczanej
  • 0,5 szklanki maki pszennej
  • 1 lyzeczka proszku do pieczenia
  • 0,5 kostki masla
  • 0,5 szklanki cukru
  • 3 jajka
  • 3 lyzki wody
  • 1 opakowanie utrwalacza do smietany - smietan-fix
  • 50 dkg jagod i malin (moga byc same jagody)
  • cukier puder do posypania

wykonanie:
Miekkie maslo ucieramy na pulchna mase. Dodajemy po jednym jajku i cukier, caly czas ucieramy. Na koncu dodajemy make i proszek do pieczenia oraz 3 lyzki wody.
Ciasto wykladamy na mala blache lub tortownice nasmarowana tluszczem i wysypana bulka tarta.
Ciasto posypujemy smietan-fixem, a nastepnie ukladamy dosc gruba warstwe umytych i osuszonych owocow.
Ciasto pieczemy przez 40 minut w temperaturze 180°C.
Po upieczenu i wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem.
Smacznego!



zrodlo : Pani domu poleca - ciasta nr 6/2009

Przepis dodaje w ramach konkursu "Owocowe love" ogloszonym na Mikserze kulinarnym


piątek, 25 czerwca 2010

Czas na cukinie - mini zapiekanka



Dzis skladnikiem numer jeden w moim przepisie bedzie cukinia.
Na ta rodzima czekalam z wielka niecierpliwoscia i juz nawet zjadala mnie zazdrosc gdy jakis czas temu Bea wspomniala na swoim blogu, ze zakupila pierwsze, tegoroczne cukinie.
W ogrodzie mojej Mamy na to wspaniale warzywo jeszcze troche trzeba poczekac. Z opowiadan Mamy wnioskuje, ze malutkie cukinie juz sa, jeszcze tylko kilka cieplych dni i bede mogla je zerwac :D
Moje cukinie pochodza z pobliskiego targu. Ciesze sie niezmiernie, ze taki targ jest niedaleko miejsca, w ktorym mieszkam. Przechodze przez niego codziennie w drodze do przedszkola i za kazdym razem podziwiam cudowne warzywa i owoce. Przewaznie kupuje cos, bo nie moge sie oprzec np slicznym, aromatycznym truskawkom. Teraz tez i cukini.
Ale moze juz czas konczyc to "gadanie" o targu, a czas zabrac sie za przepis.
Receptura pochodzi z pisma "Maxi cuisine" grudzien 2009/styczen 2010, z ktorego juz nie raz wykorzystalam przepisy tu na blogu. Ten czekal na realizacje dosc dlugo, ale to dlatego, ze czekalam az zacznie sie sezon na skladnik podstawowy. Z przyjemnoscia wrocilam do tego numeru i z rownie wielka przyjemnoscia przygotowalam to danie.




Mini zapiekanki z cukinia


skladniki dla 4 osob:
300g cukini
2 jajka
100ml smietany
80g sera gorgonzola
2 lyzki posiekanych orzechow - dalam wloskie
2 lyzki mielonych migdalow
tymianek
sol, pieprz
oliwa z oliwek
maslo do wysmarowania foremek

wykonanie:
Cukinie myjemy i kroimy w polksiezyce. Na oliwie z oliwek podsmazamy je przez okolo 3 minuty razem z tymiankiem. Doprawiamy sola i pieprzem.
Jajko i smietane ubijamy, doprawiamy sola i pieprzem.
4 jednoosobowe foremki do zapiekania smarujemy maslem. Na dno ukladamy polowe cukini, na nia kruszymy gorgonzole i orzechy. Przykrywamy reszta cukini i zalewamy calosc masa jajeczna. Posypujemy migdalami.
Zapiekamy w piekarniku rozgrzanym do 200°C przez okolo 20 minut. Gora powinna byc ladnie zarumieniona.
Podajemy gorace.
Smacznego!

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Wspomnienie o tarcie


Zaczynam byc monotematyczna, bo u mnie znow truskawki. Jednak coz moge poradzic, ze je tak bardzo lubie. Chce wiec wykorzystac sezon na te owoce w pelni.
W poprzednim moim wspisie wspominalam o tarcie z truskawkami, ktora z braku podstawowego skladnika musiala czekac kolejny tydzien na przygotowanie. Ale tym razem sie udalo i pyszny wypiek pojawil sie na stole. Niestety minusem okazala sie ilosc, bo w oka mgnieniu po tarcie zostalo tylko wspomnienie.
I chyba tak wlasnie ta tarta powinna sie nazywac, gdyz powstala pod wplywem wspomnien. Przez lata, ktore spedzilam we Francji to wlasnie ten wypiek byl najczesciej kupowanym przez nas, rodzine i przyjaciol. Nigdy nie moglam sie oprzec mojemu ulubionemu creme patissere i czerwoniutkim truskawkom. Zawsze podczas jedzenia tarta zostawala poddawana ocenie. Ciasto zdradzalo kiedy tarta zostala upieczona, gdy byla swieza spod byl chrupiacy, ale im wiecej czasu uplynelo od jej przygotowania tym ciasto bardziej nasiakalo kremem i stawalo sie mieciutkie.
Moje ciasto nie mialo tyle czasu, gdyz tarta za bardzo nam wszystkim smakowala by doczekac kolejnego dnia.



Tarta z truskawkami i creme patissiere

skladniki na cisto:
  • 120g miekkiego masla
  • 50g cukru pudru
  • 1 jajko
  • 40g zmielonych migdalow
  • 150g maki
  • szczypta soli

skladniki na krem:
  • 3 zoltka
  • 60g cukru
  • 30g maki
  • 300ml mleka
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 2 lyzki kirschu - mozna pominac
  • 10g masla

dodatkowo
  • 400g truskawek
  • 20g cukru
  • 1 lyzka platkow migdalowych

wykonanie:
Ciasto: Jajko ucieramy z maslem, nastepnie dodajemy reszte skladnikow. Wszystko dokladnie ze soba laczymy. Ciasto bedzie bardzo lepkie. Przekladamy je na folie spozywcza, zawijamy i odstawiamy do lodowki na 1 godzine.
Po tym czasie ciasto wyciagamy, umieszczamy miedzy dwa kawalki papieru do pieczenia i waklujemy. Wykladamy nim foremke do tart (26cm) nasmarowana maslem. Za pomoca widelca naklowamy ciasto. Obciazamy grochem lub fasola i pieczemy przez 25 minut w temperaturze 180°C. Po upieczeniu pozostawiamy do wystygniecia.
Krem: W rondelku z grubym dnem ubijamy mikserem zoltka z cukrem i wanilia. Dodajemy przesiana make. Na koncu dodajemy cieple mleko, wszystko dokladnie mieszamy, by nie bylo grudek z maki. Calosc podgrzewamy na malym ogniu okolo 5 minut i caly czas mieszamy. Powstanie dosc gesty budyn. Sciagamy z ognia i dodajmey maslo i kirsch. Krem odstawiamy do lodowki na 2 godziny.
Na ciasto nakladamy krem, a nastepnie ukladamy polowki truskawek. Tarte posypujemy uprazonymi platkami migdalow i cukrem.
Przechowujemy w lodowce.
Smacznego!

Zrodlo: "Maxi ciusine" N°58 kwiecen/maj 2010



Przepis dodaje w ramach zabawy "Sezon Truskawkowy 2010" zorganizowanej przez Olge Smile



niedziela, 13 czerwca 2010

Truskawki ach truskawi


Gdybym miala zrobic liste owocowych szlagierow to zdecydowanie na pierwszym miejscu znalazlyby sie truskawi. Wsrod owocow to wlasnie one nie maja sobie rownych. Nic wiec dziwnego, ze nie potrafie przejsc obojetanie obok straganow z tym czerwonym przysmakiem.
Wczoraj zakupiliśmy ich cala masę i pomyślałam sobie, ze chętnie upiekę tartę taka, która jadalismy gdy jeszcze mieszkalismy we Francji. W moim ulubionym francuskojezycznym pismie "Maxi Cuisine" znalazlam przepis z cudownym zdjeciem, ktore kusi za kazdym razem gdy nie nie spojrze.
Niestety nasz głód truskawek okazal sie tak wielki, ze na tarte nie zostal ani jeden owoc. Przepis wiec poczeka na kolejna dostawe niezbednego skladnika.
Tymczasem udalo mi sie wczesniej przygotowac pyszne racuszki z truskawkowym sosem. O tych racuszkach pomyslalam kilka dni temu gdy bedac na blogu Poleczki czytalam o twarogowych knedlach. Podobne knadle prezentowalam u siebie juz rok temu i zawsze chetnie je przyrzadzam. Ale to co mnie najbardziej zaciekawilo we wpisie Polki to sos, ktory podala do knedli. Pomyslalam, ze taki sos fajnie by pasowal do moich twarogowych racuszkow. I tak oto powstalo cudowne danie, pelne smaku i aromatu.



Twarogowe racuchy z truskawkami

skladniki:
500g ziemniakow
250g twarogu
30g masla
100g cukru
2 jajka
pol lyzeczki soli
otarta skorka z polowy cytryny
50g maki
50g sultanek
60g margaryny lub oliwa
cukier puder do posypania

wykonanie:
Ziemniaki gotujemy w mundurkach, odcedzamy, obieramy i przeciskamy przez praske.
Z masla, cukru i jajek ubijamy puszysta mase. Dodajemy skorke z cytryny i twarog. Na koncu dodajemy ziemniaki, make i sultanki.
Racuszki nakladamy na patelnie lyzka i smazymy je na margarynie lub oliwie z obu stron na zloty kolor.
Racuszki posypujemy cukrem pudrem i polewamy sosem truskawkowym.

Uwagi:
Zamiast zwyklego cukru dalam brazowy.
Poniewaz wedlug mnie ciasto bylo zbyt luzne dalam dodatkowo 2 czubate lyzki maki.

Zrodlo - ksiazka "Ziemniaki" wydawnictwa Swiat Ksiazki



Sos truskawkowy

skladniki:
1,5 szklanki truskawek
1 lyzka brazowego cukru
0,5 lyzeczki cynamonu
okolo 2 lyzki jogurtu naturalnego
kilka truskawek do dekoracji
listki miety do dekoracji

wykonanie:
Truskawki miksujemy na jednolity sos. dodajemy do nich cukier i cynamon. Sos bedzie bardzo gesty wiec dodajemy do niego jogurt naturalny by go troche rozrzedzic.

Smacznego!

Przepis zamieszczam w ramach zabawy "Truskawkowy sezon 2010" zorganizowanej przez Olge Smile

piątek, 11 czerwca 2010

Kurczak w letnim wydaniu



Uf jak goraco! To stwierdzenie samo cisnie sie na usta. Ostatnie dni sa naprawde upalne, ale ja nie nazekam. Ciesze se z tego ciepla, bo pochmurne niebo i dosc niskie jak na ta pore roku temperatury naprawde mi obrzydly. Ciesze sie wiec z tego przyplywu goraca.
W ogrodzie wiele sie teraz dzieje. Maki juz prawie przekwitly.


Ale moje oczy ciesza inne ogrodowe okazy.




Te gorace dni sprawily, ze gotowac sie nie chce. Najlepsze teraz sa salatki, chlodniki i male przekaski. Ale ja dzis nie podam przepisu na zadne z nich. Dzis zapraszam Was na pieczonego kurczaka aromatyzowanego cytryna z szalotka i pomidorami.
Nie, nie! Nie myslcie, ze w chwili gdy zar leje sie z nieba ja wlaczam piekarnik. To danie przygotowalam zanim na dobre zroblo sie cieplo. W takie upalne dni zrobienie kurczaka w tym wydaniu to niemal szalenstwo. Jednak gdy na dworze zrobi sie chlodniej zachecam Was do zrobienia wlasnie takiego dania.



Kurczak pieczony z pomidorami i szalotka, aromatyzowany cytryna

skladniki:
4 udka kurczaka
300g szalotki
4 zabki czosnku
1 duza cytryna
2 lyzki oliwy z oliwek
200g pomidorow (moga byc koktajlowe)
sol, czarny pieprz swiezo zmielony
6 galazek rozmarynu

wykonanie:
Kurczaka myjemy i oczyszczamy.
Szalotke i czosnek obieramy.
Cytryne myjemy i kroimy na cwiartki, ktore kroimy na pol. Wyciskamy z nich sok i mieszamy z oliwa z oliwek. Cytryne zachowujemy.
Kurczaka ukladamy w naczyniu zaroodpornym wraz z szalotka. Polewamy go mieszanka oliwy i cytryny. Dokladamy czosnek i pokrojona cytryne. Calosc doprawiamy sola i pieprzem.
Wkladamy do piekarnika nagrzanego do 200°C. Po uplywie 30 minut do naczynia dokladamy pokrojone na cwiartki pomidory i posypujemy calosc posiekanym rozmarynem. Pieczemy jeszcze 30 minut.
Podajemy gorace np z bagietka.
Smacznego!