expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 11 maja 2009

Krotka podroz do Szwajcarii

Gdy patrze na moj ostatni wpis to uswiadamiam sobie, ze bardzo zaniedbalam bloga. Ostatnio jednak wiele sie dzieje, wyjazdy, rodzinne uroczystosci i goscie z daleka, to wszystko sprawilo, ze na blogowanie zupelnie zabraklo mi czasu. Plusem jednak jest to, ze bylo mnie troche wiecej w kuchni.

Ale zanim zaczne znow dzielic sie sprawdzonymi przpisami dzis bedzie troche o mojej podrozy do Szwajcarii. Tak sie szczesliwie zlozylo, ze akurat trwa tydzien szwajcarski w naszej blogowej podrozy z cyklu "Z widelcem po Europie" pod przewodnictwem Kuchni Ireny i Andrzeja.
Szkoda, ze przed wyjazdem nie zdawalam sobie z tego sprawy, na pewno lepiej bym sie przygotowala. Co prawda sam wyjazd zorganizowany byl na ostatnia chwile, ale mimo to podziele sie moimi wrazeniami.

Ten piekny, zielony i bardzo czysty kraj odwiedzilam w dlugi majowy weekend. Tym razem dlugi byl rowniez i u mnie, co prawda nie obylo sie bez dodatkowego dnia urlpu, ale i tak weekend trwal 3 cale dni. Zawsze gdy w Polsce wszyscy rozkoszuja sie tym pierwszym majowym "urlopem", tu we Francji mamy zaledwie jeden dzien wolny jakim jest 1 maja.



Ale wracajac do tematu.
Jadac do Szwajcarii wiedzialam o tym kraju tyle, ze jest to stolica czekolady, cos switalo w glowie o serach i jeszcze o rosti. Na miejscu wszystko to znalazlo swoje potwierdzenie.
Do tego od zawsze kojarzylam ten kraj z bankami, drogimi sklepami na Bahnhofstrasse w Zurichu i scyzorykami. Poza tym wszystkim spodziewalam sie jednak zobaczyc przepiekne krajobrazy, widoki, ktore mnie oczarowaly. Sprawly wrecz chec pozostania tam na dluzej.
Zaluje tylko, ze pogoda nie byla bardziej laskawa, bo zwiedzanie w trakcie deszczu w towarzystwie malego dziecka nie jest jednak najfajniejsze. Mimo kaprysow pogody udalo nam sie dotrzec nad przelom Renu w Schaffhausen, a potem, jeszcze tego samego dnia pojechalismy do Rapperswil, gdzie w przepieknym zamku miesci sie polskie muzeum.



Niestety Lucerne i Zurich zwiedzalismy z parasolem w reku.



Klimat i szwajcarskie smakolyki sprawily, ze do domu wrocilo mnie nieco wiecej niz wyjechalo. Poza czekolada, ktora wrecz uwielbiam, zajadalam sie przepysznymi chlebami. Normalnie nie jadam chleba, ten francuski nie do konca mi odpowiada, choc przyznaje, ze mam juz ze dwa swoje ulubione, no ale to zupelnie nie to samo. Szwajcarskie chleby i buleczki bardzo przypadly mi do gustu. Moja Coreczka zas zajadala sie czyms na wzor precli i o ile dobrze pamietam nazywalo sie to "pains de sils"

Moj Maz za to stal sie fanem przysmaku z Zurichu, a mianowicie "saucisses de rotir de veau du St-Gall". Ta cieleca parowka z zupelnie bialej w trakcie pieczenia robi sie prawie czarna i popekana. W Zurichu zajada sie nia kazdy turysta, ale tez staly miekszkaniec tego miasta i okolic. Chyba w okolicach jeziora jest najwiecej punktow, gdzie mozna zjesc ten specjal. Nie pogardzila nim nawet sama Tina Turner i nie przeszkadzalo Jej rowniez to, ze zjadala go na stojaco wsrod innych wielbicieli tego dania.

Ja przywiozlam kilka takich kielbasek do domu by moj Maz mogl jeszcze raz odbyc kulinarna podroz do Szwajcarii. Kielbaska doskonale smakuje w towarzystkie tradycyjnego rosti.



Rosti z podpiekana kielbaska cieleca

skladniki:
kielbaska celeca (biala)

na rosti:
  • zieniaki obrane i starte na grubych oczkach
  • 1 cebula drobno posiekana
  • sol i pieprz

wykonanie:

Kielbaske najlepiej piec na grillu, ale mozna tez usmazyc ja na bardzo niewielkiej ilosci tluszczu. Im jest cielniejsza tym lepsza.

Ziemniaki zalewamy zimna woda na 10 minut. Po tym czasie dokladnie je odsaczamy z wody. Dodajemy do nich posiekana cebule, sol i pieprz.
Smazymy na patelni okolo 15 minut z jednej strony. Nastepnie caly placek przekladamy na druga strone i smazymy okolo 10 minut.
Smacznego!

6 komentarzy:

Bea pisze...

O, bylas w Szwajcarii!!! Prosze sie nie skarzyc, ze we Francji macie wolne TYLKO 1 maja, bo my tu 1 maja pracujemy ;)
Co do pains de sils, to sa faktycznie przepyszne, prawda? Jedne z moich ulubionych :) Jesli masz ochote, to tutaj u Agnieszki znajdziesz przepis na nie :)
http://www.kuchnianadatlantykiem.com/2008/06/laugenbrtchen-czyli-buki-o-smaku-sonych.html
Ciesze sie, ze Ci sie w Helwecji podobalo ;)

Pozdrawiam!

Małgosia.dz pisze...

Taka wycieczka! Ile bym dala, żeby być na Twoim miejscu. ;-) Ale zapewne na wszystko jest czas i miejsce... :)

Ania pisze...

Oj, taka wycieczka to świetna sprawa! Zazdroszczę, Karolko :)

karolka pisze...

Bea no jakby tak policzyc to jeszcze kilka dni wolnych sie znajdzie, ale w porownaniu do Polski to i tak jestesmy daleko w tyle.

Co do wyprawy do Szwajcarii to jestem zachwycona. Koniecznie musze tam wrocic. Poza tym 3 dni to stanowczo za malo na tak urokliwy kraj.
A za link do przepisu dziekuje, Vikunia sie ucieszy jak zrobie Jej taki rarytas :)

Malgosiu, Aniu jak bedziecie mialy okazje na taka wycieczke to ani chwili sie nie zastanawiajcie.
Ja chetnie bym znow pojechala.

pozdrawiam

grumko pisze...

Ale fajnie, że miałaś okazję wybrać się do Szwajcarii! Co do dni wolnych to u nas w kraju jest pomysł, żeby Wielki Piątek był dodatkowo wolny, a już całkiem zaawansowane są działania zmierzające do tego żeby świętować 6 stycznia czyli w Trzech Króli. Fajnie jest mieć wolne, ale to już z gospodarczego punktu widzenia duża przesada. Pozdrawiam!

karolka pisze...

Grumko niedlugo w Polsce beda same wolne dni ;) A tak na serio to troche duzo tego wolnego bedzie. Chyba dobrze jest tak jak jest teraz, bo np Trzech Kroli to juz przesada, spoleczenstwo az tak katolickie nie jest, to juz nie te czasy ;)