expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

czwartek, 23 listopada 2017

Kremowa zupa z selera z pieczonymi ziemniakami




Jak wiadomo proste rozwiązania są najlepsze i sprawdzają się w każdej sytuacji. Podobnie jest w kuchni. Czasami nie warto kombinować, a obiad można przygotować z zaledwie kilku składników. Tak jest i tym razem. Dziś mam dla Was przepis na bardzo prostą zupę, ale też i bardzo smaczną. Jeśli lubicie zupy-kremy to uważam, że jest to przepis idealny. Ja lubię gdy w takiej kremowej zupie coś pływa, w końcu etap papkowatego jedzenia mam już dawno za sobą. Gdy moje córki były młodsze to takie miksowane zupy często ratowały mi życie. Teraz gdy dziewczyny są starsze nadal często jadamy zupy-kremy lecz w takiej zupie zawsze coś pływa, coś co można zwyczajnie pogryźć. Zupa staje się bardziej atrakcyjna. W dzisiejszej zupie pływają pieczone ziemniaki. Można też dodać podsmażony boczek wędzony, który idealnie tu pasuje, jednak ja chciałam by zupa pozostała wege.

 


Kremowa zupa z selera z pieczonymi ziemniakami
składniki:
  • 600 g selera (1 dość duży)
  • 300 g ziemniaków + 500 g do pieczenia
  • 1 cebula
  • sól, pieprz
  • natka pietruszki
  • masło klarowane lub olej kokosowy do smażenia
  • bulion warzywny
  • śmietana - opcjonalnie
  • słodka papryka w proszku

wykonanie:
Część ziemniaków przeznaczonych do pieczenia należy podgotować w osolonym wrzątku. Najwyżej 10 minut. Następnie ziemniaki odcedzamy i po wystygnięciu kroimy na mniejsze kawałki. Ziemniaki obtaczamy w 1-2 łyżkach oliwy, posypujemy papryką i pieczemy w temperaturze 180 stopni C aż będą rumiane (około 20-30 minut)
W rondelku na 1 łyżce masła lub oleju kokosowego podsmażamy cebulę pokrojoną w kostkę oraz pokrojony seler i resztę ziemniaków. Po około 5 minutach warzywa zalewamy bulionem. Płynu ma być tyle by zakryć warzywa. Gotujemy je do miękkości, a następnie miksujemy. Gdy zupa jest zbyt gęsta rozrzedzamy ją wodą. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem, możemy też dodać śmietanę.
Zupę podajemy z pieczonymi ziemniakami posypanymi natką pietruszki.

środa, 22 listopada 2017

Czerwona pasta do chleba



 
Nadrabiam zaległości, dlatego dziś kolejny z przepisów, który już "pokrył się" kurzem. Ostatnio trochę brakowało mi czasu i pewne fotki, które przygotowałam na bloga zostały już przeze mnie zapomniane. Dobrze jest więc czasem zrobić porządek w zdjęciach, bo można odnaleźć to i owo.
Od dłuższego czasu nie kupujemy wędlin na kanapki. Trzeba je więc w jakiś sposób zastąpić. Świetnie sprawdzają się pasy różnego rodzaju. Mamy kilka swoich ulubionych, które są wręcz tymi dyżurnymi. Mimo to ciągle testujemy coś nowego.
Jakiś czas temu wypróbowaliśmy pastę na bazie ciecierzycy i buraka. Pomysł na nią powstał gdy pierwszy raz robiłam falafel. Pisałam Wam o tym, że wtedy użyłam ciecierzycy z puszki co było totalną klapą. Falafel się rozpadał w trakcie smażenia i dokończenie tego dania było prawdziwym wyzwaniem. Za to wtedy pomyślałam, że koniecznie muszę przygotować taką pastę do chleba. Zmodyfikowałam oczywiście pierwotny przepis i powstało czerwone, aromatyczne smarowidło. Koniecznie wypróbujcie.



Pasta do chleba z ciecierzycy i buraka
składniki:
  • 1 puszka ciecierzycy
  • 1 burak średniej wielkości
  • 1 mała cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • sól do smaku 
  • 0,5 łyżki masła klarowanego
wykonanie: 
Buraka najlepiej upiec w piekarniku, ale może też być gotowany. 
Na patelni roztapiamy masło i podsmażamy na nim posiekaną cebulkę i czosnek.
Ciecierzyce odcedzamy i przekładamy do malaksera lub rozdrabniacza. Dodajemy obranego i pokrojonego na mniejsze kawałki buraka oraz przesmażoną wcześniej cebule z czosnkiem. Wszystko miksujemy na gładką pastę. Dodajemy wszystkie przyprawy oraz sól do smaku. Dokładnie mieszamy.
Pastę przechowujemy w lodówce maksymalnie 4-5 dni

wtorek, 21 listopada 2017

Wytrawne muffiny dyniowe



Często się u nas tak zdarza, że niektóre potrawy są dziełem przypadku. Tak jest i tym razem. Dyniowe, wytrawne muffiny powstały tylko dlatego, że została mi prawie szklanka dyniowego pure, z którym nie bardzo wiedziałam co zrobić. Ponieważ pure było z dyni olbrzymki to było takie dość luźne i na pastę do kanapek mi nie pasowało. Na pasty najlepsza jest dynia hokkaido lub moja ulubiona piżmowa. Ich miąższ jest bardziej zwarty. 
Tak więc zrodził się pomysł wykorzystania owego pure do muffinek. Akurat doskonale wpasowały się jako dodatek do zupy z dyni. To zamiast chleba czy bułeczek (moje dzieci lubią czasem maczać chleb w zupie). Jednak muffinki dyniowe to tez dobry pomysł na śniadanie z dodatkiem mieszanki różnych sałat. Polecam.



Wytrawne muffiny dyniowe
składniki na 6 sztuk:
  • 3/4 szklanki pure z dyni
  • 3 jajka
  • 50 ml oliwy
  • 150 g mąki owsianej
  • 2 łyżki tartego parmezanu
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 0,5 łyżeczki kardamony
  • 0,5 łyżeczki imbiru
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 6 kulek mini mozzarelli

wykonanie:
W misce mieszamy razem pure z dyni, jajka i oliwę. W drugiej misce łączymy mąkę, parmezan oraz przyprawy i sodę. Mokre składniki przewalamy do suchych i energicznie łączymy ze sobą. Ciastem wypełniamy foremki do muffinek. Do każdej wkładamy na środek kulkę mozzarelli.
Pieczemy około 25-30 minut w temperaturze 180 stopni C. Muffinki najlepiej smakują na ciepło gdy ser jest ciągnący.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Falafel z buraka


To jedno z naszych ulubionych dań. Oczywiście nie wszystkich, bo moja młodsza córka nawet na nie nie spojrzała, ale ona jest specyficzna gdy chodzi o jedzenie. To przypadek fobii żywieniowej, którą staram się okiełznać. Nie jest to proces łatwy, za to rozłożony w czasie. Sukcesem jest to, że po roku pracy dziecko zaczęło tolerować masło. Nad innymi produktami ciągle ciężko pracujemy. ale nie o problemach żywieniowych mojej córki miał być to wpis.
Falafel w ostatnich latach jest dość popularny w naszym kraju, tak jak i cała kuchnia arabska. Cóż więcej podróżujemy, odkrywamy nowe smaki i chętniej też eksperymentujemy. Tradycyjny falafel jest pyszny sam w sobie, ale mnie zachwyca niezmiennie wersja z burakiem. 
Gdy robiłam to danie pierwszy raz popełniłam podstawowy błąd używając ciecierzyce z puszki. Efekt niedoczytania jak powstaje falafel. No cóż efekt końcowy była jak najbardziej zjadliwy lecz co ja się namęczyłam by to usmażyć. Wszystko rozpadało mi się na patelni. Ale człowiek uczy się na błędach więc kolejne próby było już w 100% udane. Co więcej, nie byłabym sobą gdybym nie zredukowała ilości oleju do smażenia. Tradycyjnie te małe klopsiki smaży się w głębokim tłuszczu, ja zdecydowanie używam go mniej niż przewiduje oryginalna receptura, a falafel wychodzi idealny.





Falafel z buraka
składniki:
  • 400 g suchej ciecierzycy
  • 1 burak średniej wielkości
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 2 łyżki mąki owsianej
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 5 gałązek kolendry
  • sól do smaku

na sos:
  • 1 jogurt naturalny (może być grecki)
  • 2 łyżki tahini
  • sok z połowy cytryny
  • sól, pieprz

wykonanie:
Ciecierzycę moczymy na noc.
Burak powinien być ugotowany lub pieczony. Ja swojego upiekłam w piekarniku. Po wystudzeniu należy go obrać ze skórki i zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Odcedzić ciecierzycę i zmielić razem z cebulą i czosnkiem. Masa powinna być kleista. Dodajemy do niej buraka oraz przyprawy, sodę i mąkę. Doprawiamy w razie potrzeby solą. W dłoniach formujemy małe kulki. Na patelni one trochę urosną.
Klopsiki smażymy na dobrze rozgrzanym oleju. Ja dałam niewielką ilość choć tradycyjnie powinno się je smażyć w głębokim tłuszczu.
Podajemy z sosem i warzywami.

Aby przygotować sos należy zmieszać ze sobą wszystkie składniki. 

środa, 8 listopada 2017

Tarta z budyniem kokosowym i żurawiną



Nie lubię listopada, oj jak bardzo nie lubię tego miesiąca, nawet zdjęcia mi wtedy nie wychodzą. Co roku odliczam dni do jego końca. Co roku też wymyślam sposoby by sobie ten ponury listopad jakoś umilić. 
Często dobrym sposobem jest zamknąć się w kuchni. Co prawda zamykam się w niej symbolicznie gdyż w mojej kuchni nie ma drzwi, jednak gdy tylko przekraczam jej próg to w głowie powstają nowe, smaczne pomysły. Czasami eksperymentuje z przepisami, które już kiedyś prezentowałam na blogu. Czasy się jednak zmieniły i moje preferencje kulinarne również. Dziś stawiam na zdrowe gotowanie. Zamieniam składniki, "kombinuję" z proporcjami. wszystko po to by nasze ulubione dania nie znalazły się na liście potraw zakazanych i by można ze spokojnym sumieniem delektować się nimi na co dzień.
Dzisiejsze ciasto debiutowało na blogu już dość dawno, a teraz będzie jego nowa odsłona, w zupełnie innej wersji. 



Tarta żurawinowa z kokosowym budyniem
składniki na spód:
  • 60 g wiórek kokosowych
  • 190 g mąki owsianej
  • 100 g masła
  • 5 łyżek wody
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ksylitolu 
  • szczypta soli

Składniki ciasta zagniatamy ze sobą, formujemy kulkę i zawijamy w folie spożywczą i odkładamy do lodówki na 1 godzinę. Po tym czasie ciasto należny rozwałkować na placek o grubości 0,5 cm, nieco większy od naszej foremki do tart (moja tym razem prostokątna) tak by starczyło ciasta na wyłożenie boków.Ciasto najlepiej rozwałkować między dwoma kawałkami folii spożywczej. Ponieważ jest pozbawione tradycyjnej mąki może być bardziej kruche niż zwykle. Jednak za pomocą folii doskonale daje się rozwałkować i przenieść do foremki. Rozwałkowane ciasto przekładamy do nasmarowanej masłem, wyrównujemy brzegi odcinając nadmiar ciasta. Spód nakłuwamy widelcem.
Na tarcie rozkładamy zgnieciony wcześniej arkusz papieru do pieczenia, wysypujemy na niego np groch i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200°C. Pieczemy przez około 20 minut.
Po upieczeniu ciasto należy wystudzić.
 
Krem patisserie
  • 400 ml mleczka kokosowego
  • 4 żółtka
  • 4 łyżki ksylitolu
  • 35 g mąki ziemniaczanej
  • 10 g masła
ponad to
  • 250 g świeżej żurawiny (na małą foremkę)
  • 1 łyżka ksylitolu do posypania ciasta

Mleczko kokosowe lekko podgrzewamy.
Żółtka ubijamy mikserem razem z ksylitolem. Dodajemy mąkę ziemniaczaną i nadal ubijamy aż uzyskamy jednolitą masę.
Cieple mleczko wlewamy do masy jajecznej cały czas obijając mikserem. Następnie miksturę przelewamy do garnka w którym gotowało się mleczko, dodajemy masło, stawiamy na małym ogniu i cały czas energicznie mieszamy aż uzyskamy konsystencje budyniu. Ściągamy z ognia. Krem rozprowadzamy na tarcie. Na wierzchu układamy umytą i osuszoną żurawinę, którą posypujemy łyżką ksylitolu.
Tarte pieczemy przez 20 minut w temperaturze 200°C.

 
 
 
 

piątek, 27 października 2017

Pasztet z dyni



Jesień w kuchni jest fajna.  Zmieniają się co prawda smaki, bo na dworze robi się chłodniej i w naturalny sposób trzeba ogrzać organizm, ale za to otwierają się nowe kulinarne możliwości.
Wśród jesiennych i zimowych potraw dość często pojawia się u nas pasztet. Jego warianty są różne w zależności od tego co mam pod ręką i na co akurat jest ochota. Taki pasztet można później zabrać do pracy na drugie śniadanie i zjeść go w towarzystwie zielonej sałatki. Ja właśnie tak lubię najbardziej jeść wszelkie pasztety. Ale to też alternatywa dla chleba. Polecam wypróbujcie. 
A dziś pasztet z dynią. To cudowne warzywo dominuje na straganach z racji zbliżającego się Halloween. Ja zamiast robić dyniowe potwory szaleje w kuchni przygotowują różne dyniowe pyszności. Pasztet to tylko jedna z nich.


Pasztet z dyni
składniki:
  • 1,5 szklanki pure z dyni
  • 1 puszka ciecierzycy
  • 0,5 szklanki zmielonych pestek dyni
  • 1 por
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka oregano
  • 0,5 łyżeczki szałwii
  • 0,5 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
  • 1 łyżeczka curry - w proszku
  • 0,5 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz do smaku
  • 1 łyżeczka masła klarowanego do smażenia

wykonanie:
Aby przygotować pure z dyni należny ją obrać ze skóry, pozbawić miąższu i upiec w piekarniku. Najlepsza do tego jest dynia piżmowa lub dynia hokkaido. Tej ostatniej nie trzeba obierać ze skóry. Dynie pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 30 minut. Po wystudzeniu miksujemy na gładką masę.
Tak przygotowana dynię można wykorzystać do pasztetów, past, sosów i deserów. Po upieczeniu można ją przechowywać 3 dni w lodówce. po tym czasie dynia fermentuje. Najlepiej taką masę zamrozić.
Cebulę i por siekamy i podsmażamy na maśle. Pod koniec smażenia dodajemy posiekany czosnek.
Ciecierzycę oraz por z cebula i czosnkiem blendujemy. dodajemy pure z dyni i zmielone pestki dyni. Dodajemy przyprawy i dokładnie mieszamy. 
Masę przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez 50 minut w temperaturze 180 stopni.

wtorek, 24 października 2017

Ciasto dyniowe z masą serową


 
To ciasto wywołało sporą dyskusję w moim domu. Dla domowników okazało się być idealne, nie za słodkie, takie w sam raz, o ciekawym smaku i połączeniu składników.
Jednak osoby, które na co dzień jadają "normalne" słodycze uznały to ciasto za nieco dziwne i mało słodkie (wiem, to nie najlepsza reklama dla własnego dzieła). Wywiązała się więc dyskusja na temat zdrowego odżywiania i niestety smutne wnioski z niej wyciągam. 
W naszym społeczeństwie, szczególnie wśród ludzi w średnim i starszym wieku, dużo wody upłynie zanim zdrowy styl życia i odżywiania stanie się czymś normalnym. Jako społeczeństwo jesteśmy tak zniewoleni przez przemysł spożywczy i tak uzależnieni od przetworzonej żywności, z mnóstwem chemicznych dodatków, że takie ciasto jak to okazują się "trudne" do zjedzenia. Często jedynie choroba jest w stanie zmusić nas do zmiany diety, jednak wtedy nie raz okazuje się, że jest już za późno.


Jako psychodietetyk zajmuję się też edukacją żywieniową jednak po miesiącach doświadczeń wiem, że po pierwsze nie każdy chce korzystać z mojej wiedzy, po drugie nie każdy jest gotowy by z niej korzystać, a po trzecie nikogo na siłę nie przekonuję, że tradycyjna dieta przeciętnego Europejczyka jest niezdrowa. Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem to chętnie z taką osobą współpracuję, nie zmieniam jednak nawyków żywieniowych rodziny i znajomych za wszelką cenę. Moi goście jednak w czasie wizyt u nas stykają się ze zdrową kuchnią, czasami robię odstępstwa gdy wiem, że goście są mocno przywiązani do swej tradycyjnej diety. Jednak nasz styl odżywiania już dawno przestał być taki jak w większości polskich domów.
Dzisiejsze ciasto tradycyjnie nie zawiera rafinowanego cukru czy pszennej mąki. Jeśli jednak ktoś woli te produkty i używa ich na co dzień, i co gorsza nie wyobraża sobie życia beż nich, to oczywiście może zastosować je jako zamiennik tego co proponuję. Wierzę jednak, że wśród czytelników tego bloga są tacy, którzy wykorzystają ten przepis w niezmienionej formie. Oczywiście jeśli dla kogoś ciasto będzie za mało słodkie też bez problemu można je dosłodzić.


Ciasto dyniowe z masą serową
składniki:
  • 300 g startej na dużych oczkach miąższu dyni
  • 4 jajka
  • 300 g mąki owsianej
  • 120 g mielonych orzechów laskowych
  • 50 g orzechów - opcjonalnie
  • 4 czubate łyżki ksylitolu
  • 120 ml oliwy
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • szczypta soli

Masa serowa:
  • 500 g twarogu  na sernik 
  • 250 ml śmietany kremówki
  • sok z 1 pomarańczy
  • 60 g masła
  • 4 łyżki ksylitolu
  • orzechy do dekoracji

wykonanie:
Jajka ubijamy z ksylitolem na jednolitą masę. Rozgniatamy orzechy. Do masy jajecznej dodajemy pokruszone orzechy oraz pozostałe składniki i dokładnie mieszamy. Ciasto przekładamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 40-50 minut. Najlepiej sprawdzić czy ciasto jest już upieczone za pomocą patyczka. Pozostawiamy do wystygnięcia.
Twaróg ubijamy z ksylitolem, masłem i sokiem z pomarańczy. Osobno ubijamy kremówkę, uważając by nie ubijać jej zbyt długo i nie zrobić masła. Ubitą śmietanę dodajemy do masy serowej, delikatnie łączymy.
Zimne ciasto przecinamy na pół jak tort. Masę serową dzielimy na dwie części, jedną z nich nakładamy na spód ciasta. Przykrywamy górnym krążkiem i nakładamy pozostałą część masy serowej. Można udekorować ciasto startymi lub posiekanymi orzechami. Ciasto odkładamy do lodówki by masa serowa się lekko ścięła.

poniedziałek, 23 października 2017

Pankejki owsiane na śniadanie


W tygodniu nasze śniadania raczej przygotowywane są w biegu. Każdy niestety je coś innego więc i przygotowań jest jakby więcej. Ja uparcie przyrządzam sobie owsianki, każdego dnia inną, ale tak samo pyszną. Nie mogłabym jeść wiecznie jednej wersji owsianki, pewnie już dawno bym ją znienawidziłam. Wiele osób dziwi się jak ja w ogóle daje radę jeść to okropieństwo. Hmmm... dla mnie to jedno z lepszych śniadań, pożywne, kolorowe, zdrowe i każdego dnia inne. Uwielbiam. Zmienne dodatki nadają mojej owsiance inny smak każdego dnia. Czasami jednak pokuszę się o zupełnie inne śniadanie. Gdy jest więcej czasu i nie trzeba z zegarkiem w ręku siadać od stołu wtedy na talerzach lądują choćby takie pankejki.


Pankejki owsiane
składniki:
  • 125 g mąki owsianej
  • 1 jajko
  • 15 ml oliwy
  • 325 ml mleka
  • 1 łyżeczka ksylitolu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Wykonanie:
Wszystkie składniki na ciasto miksujemy ze sobą.
Pankejki piekłam na patelni z wyżłobionym miejscem na placuszki. Po nałożeniu porcji ciasta na patelnie czekałam aż na powierzchni placka pojawią się pęcherzyki i wtedy przewracałam na drugą stronę na dosłownie pół minuty.

Uwagi: Takie pankejki najlepsze smakują gdy są ciepłe, ale te dobre są też na zimno.

wtorek, 17 października 2017

Pasztet z fasoli i suszonych pomidorów


W kuchni duże zmiany,a to za sprawą jesieni. Lekkie sałatki powoli zastępuję czymś bardziej pożywnym i aromatycznym. Tym razem padło na pasztet. I pomyśleć, że jeszcze całkiem niedawno warzywne pasztety były nam całkiem obce.
Mój mąż zajadał się pasztetami mięsnymi gdy jeszcze mieszkaliśmy ze Francji, ale od dłuższego już czasu w naszej diecie dokonują się ciągłe zmiany. To co kiedyś wydawało się niemożliwe, dziś staje się naszą rzeczywistością. Odżywiamy się racjonalnie więc w naszej diecie znajduje się także mięso, które jemy 2 razy w tygodniu. Podstawą są jednak warzywa i coraz częściej doceniamy dietę roślinną. Takie wege pasztety są genialne. Nadają się na obiad czy kolację, można je też zabrać ze sobą do pracy. Kto jeszcze nie upiekł takiego pasztetu to czas to zmienić.


Pasztet z fasoli i suszonych pomidorów
składniki:
  • 500 g białej fasoli
  • 1/2 słoiczka puszonych pomidorów w zalewie
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 4 łyżki oleju z pomidorów
  • 0,5 łyżeczki tymianku
  • 0,5 łyżeczki oregano
  • 0,5 łyżeczki kurkumy
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziela angielski
  • sól, pieprz
  • szczypta chilli

wykonanie:
Fasole należy namoczyć w zimnej wodzie na całą noc. Rano odlewamy całą wodę, przepłukujemy fasole pod bieżącą wodą, nalewamy nowej wody, w której gotujemy fasole do miękkości. Fasole gotujemy wraz z listkiem laurowym i zielem angielski. Po ugotowaniu fasolę odcedzamy, wyjmujemy liście laurowe i ziele angielskie.
Na patelni podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulkę. Gdy się zeszkli dodajemy do niej posiekany czosnek i kurkumę. Smażymy razem najwyżej pół minuty i ściągamy z ognia.
Fasolę, pomidory, cebulkę z czosnkiem oraz oliwę z pomidorów miksujemy na gładka masę. Dodajemy przyprawy oraz solimy i pieprzymy do smaku. 
Gotową masę przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Masę należny dobrze docisnąć aby się pasztet po upieczeniu nie rozpadał w trakcie krojenia.
Pieczemy w temperaturze 180 stopni C przez około 50 minut.

piątek, 13 października 2017

Owsiane ciasteczka z dynią



Ciasteczka w sam raz do szkoły, pod warunkiem że nie zostaną wcześniej zjedzone. 
Chciałam zrobić niespodziankę starszej córce i upiekłam dla Niej zdrowe ciasteczka owsiane z dynią. Nie robię ciastek zbyt często więc dlatego mój wyczyn potraktowałam jako niespodziankę. Wszystko przez moje dyniowe sny. Przepis na te ciastka prawie wyśniłam więc sami rozumiecie. Nie mogłam pozostać obojętna. 
Raz w tygodniu w szkole Viki można przynosić na drugie śniadanie słodycze. Uwielbiam tą inicjatywę. Słodki dzień przypada we wtorek gdy dzieci mają zajęcia na basenie. Spory wysiłek to i zapotrzebowanie na kalorie inne. Zawsze po tych zajęciach dzieciaki wręcz rzucają się na jedzenie. Oczywiście nasze słodycze podlegają wielu restrykcją i przyznam szczerze, że w sklepie ciężko jest kupić coś słodkiego i w miarę zdrowego. Mamy kilka stałych pozycji na liście "słodkości", które zabiera Viki. Właściwie ostatnio to tych słodyczy prawie wcale nie bierze i dlatego tym bardziej czułam, że muszę upiec te ciastka. 
po powrocie ze szkoły zostały poddane testowi smaku. Młodsze dzieci stwierdziło, że mało słodkie. Ja i mąż uznaliśmy, że to strzał w 10. No, a Viki nic nie mówiąc dosiadła się do ciastek i pałaszowała. Po chwili stwierdziła, że właściwie to nie chce wiedzieć co jest w środku, ale mogę robić je częściej.
Liczę na to, że Wy chcecie wiedzieć co do nich włożyłam, wtedy sami zrozumiecie dlaczego takie dobre.

 

Owsiane ciasteczka z dynią
składniki:
  • 300 g dyni 
  • 300 g mąki owsianej
  • 3 jajka
  • 150 g mielonych migdałów
  • 50 g mielonych orzechów laskowych
  • 50 g posiekanych orzechów nerkowca
  • 4 łyżki miodu
  • 100 ml oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • 0,5 płaskiej łyżeczki soli himalajskiej 


wykonanie:
Jajka i miód ubijamy mikserem do chwili aż podwoją swoją objętość. Następnie dodajemy dynię startą na dużych oczkach i resztę składników. dokładnie mieszamy.
Za pomocą małej łyżeczki nakładamy porcje ciasta na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Staramy się przy tym formować okrągłe ciasteczka.
Pieczemy około 15-20 minut w temperaturze 180 stopni C. Ciasteczka będą lekko rumiane od góry. Pozostawiamy do wystudzenia.

Uwagi: Jeśli jest taka potrzeba można dodać więcej miodu. W naszym przypadku taka słodkość jest odpowiednia.
Ciasteczka można też dodatkowo polukrować lub polać czekoladą. Dla nas taki zabieg był zbędny.


środa, 11 października 2017

Gruszki z chrupiącą kołderką



Latem uwielbiam owoce w najczystszej postaci. Zajadam się nimi ot tak po prostu, nie zawracając sobie tym głowy aby komponować z nich wymyślne desery czy ciasta. Nie powiem, że deser czy ciasto w tym okresie to coś złego, o nie, nie. Czasami lubię poczynić coś takiego. Jednak lato to czysta natura. Nieco inaczej wygląda to jesienią czy zimą. Jedynie mandarynki wcinam bez opamiętania bez jakichkolwiek dodatków. W przypadku innych owoców jakoś zawsze szukam im towarzystwa. Uwielbiam w tym czasie, gdy za oknem wieje chłodem, a często też jest szaro i ponuro, rozgrzać piekarnik i zapiec coś słodkiego. Słodycze oczywiście u mnie raczej z tych prozdrowotnych, z wykluczeniem pszenicy, zwykłego cukru, nadmiaru tłuszczu itp. Tak też było i tym razem. 
Do pieca wjechały gruszki, ale nie same lecz w smacznym towarzystwie. Płatki owsiane, migdały i odrobina miodu. Po podpieczeniu genialnie chrupały,a z miękka gruszka i lodami smakowały wręcz wspaniale. Dodatek lodów był nieprzypadkowy i nie byle jaki. Lody w 100% naturalne zakupione ostatniego dnia sezonu w mojej ulubionej lodziarni. Do tego lody o smaku orzechowym co z gruszką i resztą towarzystwa komponowało się idealnie.




"Crumble" z gruszką
składniki dla 4 osób:
  • 4 gruszki
  • 8 łyżek płatków owsianych
  • 4 łyżki płatków migdałowych
  • 1-2 łyżki naturalnego miodu
  • 2 płaskie łyski oleju kokosowego
  • 4 kostki gorzkiej czekolady
  • lody jako dodatek - opcjonalnie

wykonanie:
Gruszki myjemy, przecinamy na pół razem z ogonkiem i za pomocą łyżeczki wyciągamy gniazda nasienne. Pozostawiamy ogonek do dekoracji.
W garnuszku podgrzewamy miód i olej kokosowy. Gruszki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i smarujemy je lekko mieszanka miodu i oleju. Nie zużywamy całej tej mikstury, a gruszki smarujemy jedynie po wierzchu. Do pozostałej mieszanki miodu i oleju dodajemy płatki owsiane, migdałowe i dokładnie łączymy. 
Gruszki wkładamy do piekarnika i pieczemy przez około 20 minut w temperaturze 180 stopni C. Najlepiej sprawdzić za pomocą noża czy gruszki są już miękkie, jeśli nie to wydłużamy czas pieczenia. Gdy gruszki zmiękną wyjmujemy je na chwile z piekarnika i na każdej za pomocą łyżki nakładamy przygotowane wcześniej płatki. Zanim to jednak zrobimy do płatków dodajemy posiekaną drobno gorzką czekoladę. Tak przygotowane gruszki pieczemy jeszcze około 10 minut. 
Podajemy gorące najlepiej z lodami lub sosem na bazie serka mascarpone czy bitą śmietaną.

Uwagi: Do crumble można dodać ulubione przyprawy typu imbir, kardamon czy cynamon.

poniedziałek, 9 października 2017

Naleśniki ryżowe



Po dłuższej przerwie wracam na blog z nowymi przepisami. Nie było mnie tu przez chwilę, ale natłok różnych problemów do rozwiązania skutecznie odciągnął mnie od blogowania. Jednak pisanie, fotografowanie zabiera sporo czasu. 
Na początek przepis szybki i prosty, nic wyszukanego. Naleśniki. Moje dzieci je uwielbiają, w sumie ja też tyle, że one wola na słodko, ja wybieram wersję wytrawną. Od dość dawna nie przyrządzam tradycyjnych naleśników z mąki pszennej. Dużo eksperymentuję, kombinuje z rodzajem maki czy mleka. Czasami naleśniki zwyczajnie nie wychodzą i rozwalają się na patelni. Innym razem nie dość, że ładnie się smażą to jeszcze zdobywają uznanie rodziny. Tak było z naleśnikami gryczanymi oraz z naszymi ulubionymi naleśnikami owsianymi, na które ciągle nie podałam tu przepisu. Tym razem serca dzieci podbiły naleśniki z mąki ryżowej. Są inne niż te, które do tej pory robiłam, co nie znaczy że gorsze. Doskonale smakują w wersji słodkiej jak i wytrawnej. Sprawdźcie sami.


Naleśniki z mąki ryżowej
składniki:
  • 500 ml mleka
  • 2 szklanki mąki ryżowej
  • 2 łyżeczki mielonego siemienia lnianego
  • 2 jajka
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • sól do smaku

wykonanie:
Siemię lniane należy zmielić na świeżo przed zrobieniem ciasta. Zmielone wcześniej traci dość szybko swoje właściwości prozdrowotne.
Wszystkie składniki ciasta miksujemy ze sobą i smażymy na dobrze rozgrzanej patelni. Wylewamy nabierką porcję ciasta na patelnię, równomiernie rozprowadzamy. Naleśnik przekładamy na drugą stronę w chwili gdy będzie odklejał się od patelni.

piątek, 15 września 2017

Czekoladowo-orzechowe ciasto z kaszy jaglanej


 
Było zamówienie, więc jest i słodycz. Tym razem na wyraźną prośbę mojej córki. To miało być ciasto do szkoły na klasową integrację. .Jednak  gdy już wyszło z piekarnika to jakoś tak się do nas uśmiechało, mówiło "zjedz mnie", no i koniec końców ciasto zostało w domu. Czasami niestety tak bywa. Dziecko dostało coś w zamian.
A tymczasem w domu cudownie pachnie czekoladą i cynamonem. Takie czekoladowe ciasta to nasze ulubione, a gdy jeszcze lądują w nim maliny, truskawki czy pomarańcze to już w ogóle pełnia szczęścia. Dzisiejsza wersja z malinami. Do tego znów przepis eksperyment. Ładnie pachnie i wygląda zachęcająco. Test smaku również zaliczony. Nie za słodkie, nie za gorzkie, lekko kwaskowe maliny podkreślają smak czekolady. Do tego ciepła, aromatyczna herbata. Na piątkowe popołudnie, a może nawet na sobotnie jak znalazł. Tylko czy dotrwa do soboty?


Czekoladowo-orzechowe ciasto z kaszy jaglanej
składniki:
  • 1/2 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 3 jajka
  • 200 ml mleczka kokosowego
  • 120 g mielonych orzechów laskowych
  • 3 łyżki miodu
  • 2 łyżki gorzkiego kakao
  • 6 łyżek mąki owsianej
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1/3 łyżeczki cynamonu
  • 150 g malin

wykonanie:
Kaszę jaglaną gotujemy według przepisu. 
Miksujemy ze sobą ugotowaną kaszę, orzechy laskowe, kakao i mleczko kokosowe. Gdy masa będzie już jednolita dodajemy resztę składników poza malinami i miksujemy. Przekładamy masę do foremki, u mnie keksówka, na wierzchu układamy maliny i widelcem wpychamy je do ciasta.
Ciasto pieczemy w temperaturze 180 stopni C przez 50 minut.


środa, 13 września 2017

Zupa z soczewicy i pieczonej papryki


Pogoda pozostawia wiele do życzenia. W tym roku czuję, że złapie mnie jesienna depresja. Generalnie zupełnie obcy mi stan, jednak tego lata było za mało ciepła, za mało słońca i coś czuję przez skórę, że to się na mnie odbije. Oczywiście nie poddam się bez walki i już teraz przeciwdziałam. 
Kiedy tylko mogę korzystam z tych nielicznych już promieni słońca. W sobotę nawet się "poopalałam". Gotuje też kolorowe dania. Warzywa i owoce to podstawa w mojej kuchni. Nie ma bez nich dnia. A lato i jesień to pod względem darów natury najcudowniejszy czas. Bardzo lubimy jeść kolorowo, bo kolory oznaczają bogactwo witamin i składników mineralnych. Najlepsze oczywiście to owoce i warzywa z targu, od rolników. Czasem ubolewam, że nie mam własnego ogrodu zaraz za oknem. Ale nie ma co narzekać, nie lubię narzekać. Cieszę się z tego co mam.
A wracając do kolorowego jedzenia to dziś soczyste czerwienie i pomarańcze. Aksamitna czerwona papryka i pomarańczowa soczewica. Z nich doskonały duet w postaci zupy. Do tego odrobina przypraw, parę dodatków i gotowe. Przyjemna w smaku, w kolorze zachodzącego słońca - czego można chcieć więcej w taki dzień?


Zupa z soczewicy i pieczonej papryki
składniki:
  • 3 papryki
  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 marchew
  • 1 pietruszka
  • 1/4 łyżeczki cynamonu, chili
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • sól, pieprz
  • natka pietruszki
  • 750 - 1000 ml bulionu warzywnego
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego
  • 2-3 łyżki śmietany

wykonanie:
Paprykę myjemy, osuszamy i wkładamy do piekarnika. Pieczemy w temperaturze 180°C do chwili aż jej skórka stanie się pomarszczona. W czasie pieczenia warto obracać paprykę by się równo przypiekła. Następnie jeszcze gorącą przekładamy do miski, na którą naciągamy folię spożywczą. Pozostawiamy tak na 10 minut. Dzięki temu skórka z papryki lepiej odejdzie. Gdy z papryki ściągniemy skórkę i usuniemy gniazda nasienne przekładamy do blendera lub rozdrabniacza i miksujemy.
Na oleju kokosowym podsmażamy posiekaną cebulkę i czosnek z dodatkiem kurkumy, cynamonu i chili.
Marchewkę i pietruszkę ścieramy na tarce o dużych oczkach. Starte warzywa wraz z soczewicą i cebulką z czosnkiem zalewamy bulionem i gotujemy aż soczewica będzie miękka. Dodajemy zmiksowaną paprykę oraz śmietanę.
Zupę należy zagotować doprawić do smaku solą i pieprzem oraz natką pietruszki.

poniedziałek, 11 września 2017

Kopytka z dyni i kaszy jaglanej


Moja rodzina bardzo lubi wszelkiego rodzaju kluski. Jak dla mnie to donie dość czasochłonne jeśli chce się je przygotować samemu. O kupnych kluskach w moim domu raczej mowy nie ma. Jeśli już się pojawiają to musi być to naprawdę sytuacja szczególna. Bardzo nad tym ubolewa moja starsza córka, która tego typu węglowodany mogłaby jeść na okrągło. Odkąd wyedukowałam się w temacie zdrowego żywienia i zwracam dużą uwagę na to co jemy to tradycyjne kluski raczej nie maja u mnie szans. Jednak nie oznacza to, że od teraz nic takiego nie zagości w naszej kuchni. O nie! 
Okazuje się, że zdrowe gotowanie otwiera przed nami nowe zamknięte dotąd drzwi. Widzę w tym sporo zalet, choć wielu takie zdrowe podejście może zniechęcić. Ja jednak wciąż poszukuję i dzięki temu uczę się nowych połączeń, odkrywam zakryte. Eksperymentowanie w kuchni zawsze mnie pociągało, dlatego teraz z chęcią wykorzystuje znane produkty w inny niż dotychczas sposób. Było już ciasto z kaszy, klopsiki, pasztety itp. Dziś kasza stała się podstawą kopytek. 
Zachęcam i Was do eksperymentów oraz do wypróbowania tego przepisu. Rodzina orzekła, że kopytka wypadły znakomicie i już domaga się kolejnych.


 


Kopytka z dyni i kaszy jaglanej
składniki:
  • 1/2 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 450 g dyni
  • 1 jajko
  • 2 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • szczypta kurkumy
  • 2 szczypty gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka suszonej szałwii
  • mąka ryżowa około 12 łyżek + do podsypania ciasta na stolnicy
  • sól

wykonanie:
Dynię obieramy ze skóry, wycinamy pestki i kroimy na kawałki. Wkładamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 180-200 stopni C aż będzie miękka.
Kaszę jaglana gotujemy według przepisu ze szczyptą kurkumy. Tradycyjnie polecam aby ją lekko rozgotować. Gdy kasza przestygnie, a dynia będzie upieczona należy oba składniki dokładnie zmiksować. Do masy dodajemy pozostałe składniki. Ciasto będzie lekko klejące, ale bez problemu daje się formować. Odrywamy po kawałku ciasta i formujemy z niego wałek, który ostrym nożem kroimy po skosie. 
Kopytka gotujemy w osolonym wrzątku do chwili aż wypłyną na powierzchnię. Odcedzamy. 
Kopytka możemy podawać z tartym parmezanem lub ze smażonym boczkiem i cebulką.


czwartek, 7 września 2017

Placuszki cukiniowo-jaglane


Wakacje niestety dobiegły końca i rok szkolny powoli się rozkręca. Dla mnie oznacza to inną organizację dnia, ale też codzienne zmagania ze szkolnym śniadaniem dla córki. Nastolatki mają swoje widzimisię, dlatego choć temat żywienia nie jest mi obcy to czasami czuje bezsilność.
W tym roku wrzesień przywitał nas deszczem. Liczyłam na to, że początek szkoły jednak będzie słoneczny, a tymczasem deszcz, szaruga i zimno. Prawdziwa jesień choć ciągle jeszcze mamy lato. Rozsądek nakazywałby przygotowywanie ciepłych, aromatycznych dań. Ja jednak ciągle kulinarnie tkwię w letnich klimatach. Korzystam z ostatnich już cukinii z ogródka mamy. Noce są zbyt zimne i chyba dzisiejsza cukinia jest tą ostatnią ku rozpaczy mojej nastoletniej córki, która wręcz kocha placki z cukinii. Te dzisiejsze inne niż zwykle, ale za to jakie dobre. Normalnie placki znikają w oka mgnieniu, dziś nie było inaczej. Lekko chrupiące dzięki kaszy jaglanej i dobrze doprawione za sprawa pozostałych składników, Któż by się im oparł?


Placuszki cukiniowo-jaglane
składniki:
  • 1/2 szklanki kaszy jaglanej - suchej
  • 1 duża cukinia
  • 1 cebula
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • 3 czubate łyżki mąki owsianej
  • 2 jajka
  • szczypta chili
  • 1 łyżeczka oregano
  • sól, pieprz
  • masło klarowane lub olej kokosowy do smażenia

wykonanie:
Cukinię ścieramy na tarce o dużych oczkach, lekko solimy i odstawiamy by puściła sok. 
W tym czasie gotujemy kaszę jaglaną. Można ją lekko rozgotować wtedy lepiej połączy się z pozostałymi składnikami. Ugotowaną lekko wystudzoną kaszę przekładamy do miski. Ścieramy do niej na drobnych oczkach cebulę.
Odcedzamy cukinię z nadmiaru wody i łączymy ją z kaszą. Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie łączymy. 
Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy lub masło klarowane i za pomocą łyżki nakładamy masę na patelnie formując małe placuszki. Smażymy je na złoty kolor z obu stron.
Do placuszków można podać sos pomidorowy lub pomidorową salsę.